Używasz przeglądarki Internet Explorer 6, która nie jest wspierana nawet przez producenta.
W związku z tym, cześć funkcjonalności serwisu może być dla Ciebie niedostępna.
Radzimy zainstalowanie nowszej wersji Internet Explorera (zobacz tu) lub innej przeglądarki (zobacz tu lub tu).
...

Czy aby na pewno śnieg musi mieć temperaturę -7 st. C. ???

Dyskusja publiczna  |  10 wpisów  |  6 dyskutantów
 
Marek Jędra Marek Jędra autor ma 24 podziękowania wpis ma 1 podziękowanie
 
#1
Od jakiegoś czasu coraz częściej spotykamy wśród firm działających w obrębie SCM praktyki standaryzacji w porównywaniu ofert dostawców określonych produktów i usług. W coraz szybciej pędzącym i komplikującym się świecie jest to wręcz naturalne, aby nie tracąc ogromnej ilości czasu zadać wszystkim oferentom ten sam zestaw pytań i jak najszybciej wybrać najlepszą ofertę usprawniającą określony fragment łańcucha. Przecież SCM to świat tak błyskawicznych zmian że nie możemy tracić czasu na zbędne rzeczy... Przecież nie ma łatwiejszej metody na wyłonienie najlepszej oferty dostawcy śniegu niż zapytanie wszystkich z nich jak biały będzie ten śnieg (powiedzmy np. w RGB) oraz jaką będzie mieć temperaturę (np. w stopniach C). No i jak dotąd zgadzam się że to bardzo sprawna metoda...

Z drugiej jednak strony słyszymy na prawo i lewo (sam stałem się już ogromnym tego orędownikiem) że jedyne co w tym zakręconym i zglobalizowanym świecie może zadecydować o naszej sile i przewadze nad coraz liczniejszą konkurencją to innowacja. Mielimy więc innowację wzdłuż i wszerz, podpieramy się nią w piątki i środy, przekonujemy swoich potencjalnych i istniejących klientów jak bardzo jesteśmy innowacyjni i jak bardzo w swojej branży wyprzedzamy w tym zakresie podobne firmy. Czasami odnoszę jednak wrażenie że nie do końca wierzymy w to o czym mówimy, lub używamy innowacji jedynie jako haseł w reklamach...

Stąd umysł mój popełnił taką oto rozterkę:

Czy standaryzacja w pędzącym świecie zabija innowację ???

Wyobraźmy sobie przecież np. następującą sytuację:
- jeden z dostawców odkrył genialną wręcz metodę ciśnieniowej kompresji śniegu do mikroskopijnej objętości
- dotychczasowe bardzo wygórowane standardy wśród poszukujących wskazywały, że idealny śnieg to taki o bieli 255:255:255 (w modelu RGB) oraz o temp. -7 st. C
- nasz świeżo upieczony innowator produkował również śnieg RGB 255:255:255 jednak w swoich mocno skompresowanych opakowaniach schodził jedynie do temp. -5 st. C.
- w zamian za to był w stanie zaoferować kilka znaczących innowacji, w tym głównie o 12% niższy koszt wytworzenia produktu, o 68% mniejsze zużycie opakowań oraz o około 50% większą elastyczność na wahania temperatur zastosowania i co najważniejsze dwukrotnie większą żywotność produktu... O kosztach transportu nie wspomnę...

Jednak w arkuszu zapytań ofertowych do potencjalnych dostawców nie było pytań związanych z tak niestandardowymi cechami...

No i najwyższa pora na moje pytanie-prośbę do Wszystkich Forumowiczów:

Kto w tym przypadku zawinił że poszukująca najlepszego z możliwych produktów (śniegu) firma nie wybrała tak bardzo innowacyjnego (również ekonomicznie) rozwiązania ????????????

Jestem niezmiernie ciekaw wszystkich Waszych opinii na temat mojej rozterki...
Być może jest jakiś ogólny przepis na standaryzację dopuszczającą do głosu innowacyjność ???
Być może innowacyjność musi nauczyć się bronić innymi metodami ???
Być może nie wziąłem pod uwagę jakichś oczywistych elementów ???
A może innowacja jest naturalną ewolucyjnie przeciwwagą standaryzacji ????????????

Licząc na komentarze serdecznie pozdrawiam, MJ

Piotr Siwicki Piotr Siwicki autor ma 9 podziękowań wpis ma 1 podziękowanie
 
#2
Doskonała innowacja dla logistyka ale niekoniecznie dla end-usera - zabrakło w tej innowacji metody "rozkompresowania" tego śniegu? :-)
Po cholerę komu śnieg w pigułce jak ma do ośnieżenia stok o długości 2 km i szerokości 100m?
Przypomniały mi sie też sześcienne pomidory (zdaje się japońska innowacja) - fajne były, tylko zdaje się niejadalne :-)

Teraz poważnie :-)

Nie widzę sprzeczności ani konfliktu między innowacją a standaryzacją.
Przecież zawsze na początku drogi każdy standard też był/jest innowacją.

I jedno i drugie opiera się na efekcie ekonomicznym - jednolity standard pozwala zaoszczędzić środki na "odnalezienie się" w systemie, a innowacja pozwala też zwykle, czy to pośrednio, czy też bezpośrednio osiągnąć cel taniej i lepiej.
Faktem jest natomiast, i stąd może wynika Twój "filozoficzny problem", że im bardziej standard się upowszechni, tym trudniej go zmienić i kalkulacja zysków i strat potencjalnej innowacji może finansowego przyprawić o zawał :-)
Ale i są przykłady z drugiej strony - jestem ciekawy, ile w sumie wszystkich będzie kosztowała standaryzacja wtyków i parametrów zasilaczy do telefonów komórkowych zadekretowana ostatnio przez UE ?

Odpowiedź więc przynajmniej na część Twoich rozterek jest jedna;
o przewadze jednego nad drugim decyduje zawsze rachunek zysków i strat :-)

Adam Błuś Adam Błuś autor ma 31 podziękowań wpis ma 1 podziękowanie
 
#3
Ja bym problem potraktował dwupoziomowo.

Pierwszy poziom -

Gdyby ten przykładowy śnieg stanowiłby dla mojego biznesu codzienny chleb to potraktowałbym ten przykład jak prawdziwy logistyk czyli zmierzył bym oba procesy i je dokładnie porównał.

Drugi poziom -

Jeśli jednak była by to moja całkiem nowa dziedzina biznesu i chciałbym ją rozwijać to w tym przypadku nie liczyłbym zbyt szczegółowo kosztów bo to na tym etapie nie ma kompletnego znaczenia. Czytałem o wielu fajnych pomysłach, bardzo innowacyjnych które nie dotrwały końca bo zabrakło determinacji a w konsekwencji budżetu.

Podsumowanie:

Trzymałbym się standaryzacji w codziennych procesach i w komunikacji z otoczeniem bo to zawsze pozwala szybciej i taniej ładować informacje do naszego łańcucha.

Innowacje ( i tu zgadzam się z Piotrem) są raczej nowym poligonem naszych działań. W tym przypadku tylko prorok mógłby określić ścisłe ramy projektu ale taki ktoś nie istnieje. Innowacje mają to do siebie, że zaczynamy realizować jakiś pomysł a na końcu wychodzi coś zgoła innego. Na polu innowacyjnym raczej zawsze zakładam rachunek strat nigdy zysku.
Pozostaje tylko problem jak do tego przekonać zarząd?

AB

Tomasz Przybył Tomasz Przybył autor ma 4 podziękowania wpis ma 2 podziękowania
 
#4
A ja się zgodzę, niestety, że dążenie do optymalizacji oznacza w najczęściej dążenie do jak największej standaryzacji, a to z kolei zabija innowacyjność.
A trzeba jeszcze dodać do tego jakże ludzką przecież podejrzliwość i nieufność. Jeżeli trzech dostawców powie nam że śnieg ma mieć -7 stopni, a czwarty będzie się upierał, że wymyślił fantastyczny i innowacyjny produkt o temperaturze -5 stopni, to naszą pierwszą myślą będzie przecież najczęściej, że "to nie zadziała". Skoro wszyscy mają -7 stopni, to innowator jest w pierwszym podejściu skazany na niepowodzenie.
Cóż więc ma zrobić biedaczek? Ano kłania się wszechpotężny marketing. Jeżeli nasz innowator ma też talenty promocyjne, to po pierwszym spotkaniu ze swoim potencjalnym Klientem (a najlepiej przed tym spotkaniem!) opracuje strategię marketingową: co zrobić, żeby społeczeństwo (a przynajmniej pewien podzbiór społeczeństwa nazywany pięknie "grupą docelową") uwierzyło, że od zawsze czekało na śnieg o temperaturze -5 stopni? I jeśli coś mądrego wymyśli i jeśli jeszcze uda mu się to zrealizować, to wówczas ma szansę.
Czyli, reasumując, innowacje mają szansę się przebić, jeśli wytworzymy przekonanie, że za chwilę będą standardem.

Marek Jędra Marek Jędra autor ma 24 podziękowania wpis ma 1 podziękowanie
 
#5
Oooo !!! Jest dyskusja ! Super ! :)
Bardzo dziękuję za wypowiedzi.

Ad # 2:
No tak. Ja też wierzę że da się pogodzić standaryzację z innowacyjnością, ale chciałem napisać o tym, że w praktyce jakoś nam to słabo wychodzi... Nie do końca jednak zgadzam się że każdy standard jest na początku innowacją... No bo niekiedy nawet w dobrej wierze możemy stworzyć błędny szablon.
Jeżeli chodzi o to że i jedno i drugie opiera się na efekcie ekonomicznym to prawda - no bo to wszystko biznes - ale IMHO standaryzację postrzegam jako dążenie do bezpiecznego wyniku ekonomicznego a innowację jako ryzykowną formę większego niż zazwyczaj zysku.
A czy wszystko nowe co chcemy zrobić w przedsiębiorstwie musi zostać ocenione w kategoriach jedynie zwrotu z inwestycji tu i teraz oraz precyzyjnej kalkulacji kosztów to nie wiem... Z pewnych badań (opsano w HBR Polska - marzec 2010) wynika bowiem że w firmach, w których dobro wszystkich interesariuszy było ważniejsze niż bezwzględnie
osiągnięty zysk, udało się paradoksalnie wypracować lepsze wyniki finansowe niż w tych, które za najważniejsze w strategii traktowały wyniki ekonomiczne. Staram się więc zrozumieć co tutaj i teraz wpływa na ten rachunek zysków i strat - bo chyba nie jest to takie oczywiste.

Ad # 3:
Poziom 1: Ale w tym sęk że rzadko tak robią...
Poziom 2: Super, ale ten innowator bardzo by chciał dotrzeć z ofertą nie tylko do nowych firm
Podsumowanie: Statystycznie może tak być że innowacja kojarzy się ze stratami, ale jeżeli innowacje zaowocuje korzyścią to może przynieść gigantyczny zysk. No bo jak niby wytłumaczyć te miliardy wydawane przez szereg wielkich firm na świecie na badania, laboratoria, etc...

Ad # 4:
Ostatni wniosek do mnie szczególnie dociera...
"...innowacje mają szansę się przebić, jeśli wytworzymy przekonanie, że za chwilę będą standardem."
Wynika z niego jednak, że nie wystarczy być innowacyjnym, trzeba zarazem umieć innowację sprzedać. A to z kolei oznacza, że biznesowy dobór naturalny preferuje jednostki o bardzo wielu umiejętnościach a nie ściśle wyspecjalizowane o czym często mamy okazję słyszeć...


No i pora na kolejne zaczepne pytanie :)
Czy na pewno tak chcemy aby każda innowacja dotarła do naszej świadomości tylko wtedy jeżeli ktoś potrafi ją "sprzedać" ?
A czy nie warto jakoś chociaż delikatnie pomóc jej zaistnieć ? Wyjść jej na przeciw ?
Może pomiędzy tymi, które nie potrafią się sprzedać są jakieś genialne ???
Oczywiście tak już jest w doborze że wygrywają najlepsi, ale jeżeli dobór działa na grupie inteligentnej to może w pewnym
stopniu grupa ta może na ten dobór wpływać ??? :) :) :)

pozdrawiam, mj

Adam Majchrzak Adam Majchrzak Business Development Manager w Raben Polska Sp. z o.o. autor ma 8 podziękowań wpis ma 1 podziękowanie
 
#6
Oprócz innowacji i standardów jest jeszcze moda na pewne rozwiązania lub produkty, czyli musisz "to" mieć bo inni mają i nagle stajesz się niemodny, więc większość nie chce z Tobą rozmawiać (lub chce rozmawiać bardziej z innymi).
Przykładem mody są dla mnie wszystkie produkty firmy Apple. Może są też innowacyjne ale Jobsowi udało się stworzyć na nie modę i może z cenami szybować wysoko.
Co jest standardem - Microsoft. Czy jest najlepszy? Bez komentarza.
A może zaraz wszystko połknie Google?
Marku - Twoje ostatnie pytanie zostało trcohę już "odpowiedziane" na poprzednim FPL w Ciechocinku. To prosumenci. Teraz powstają w głowach marketingowców pomysły jak wpływać na prosumentów lub jak ich zjednywać do promowania swoich wyrobów.

Michał Dydak Michał Dydak autor ma 2 podziękowania
 
#7
Innowacji standaryzacja sama w sobie nie zabije.
Co wiecej, nie zgodze sie do konca ze stwierdzeniem, ze "innowacje maja szanse sie przebic, jesli wytworzymy przekonanie, ze za chwile beda standardem". Gdyby tak bylo, nie byloby tzw. nisz rynkowych, gdzie niejedno przedsiebiorstwo zyje i ma sie calkiem dobrze. Chyba, ze mowimy w takim przypadku o standardzie dla niszy rynkowej ;) Ot, kwestia definicji...

W moim przekonaniu mozna mowic o trzech sciezkach dla prawdziwej innowacji:
1) rozwoj mysli tak wielki, ze faktycznie z czasem staje sie standardem (np. otwarta architektura PC wypuszczona przez IBM)
2) staje sie produktem niszowym, ale dochodowym i "zyje sobie z boczku" (nisza)
3) umiera smiercia tragiczna z powodu napotkania zjawiska z kategorii "brak szczescia / nie ten czas i nie to miejsce".
Sa to:
a) szeroko rozumiane lenistwo umyslowe czlowieka, gdzie jako potencjalni odbiorcy uslugi czy tez produktu nie szukamy odpowiedzi na slawetne pytanie "what if...?" i zadowalamy sie tym, co maja wszyscy
b) przepisy i regulacje (panstwowe i korporacyjne) - zwykle sa opoznione w stosunku do tego, co sie dzieje na rynku,
c) brak ducha ufnego sponsora, a wiec tego, ktory w wieku niemowlecym wesprze finansowo taki produkt/usluge dzialaniami pro-rozwojowymi i marketingowymi za pomoca szelestu pieniadza
d) ludzki lęk przed ryzykiem zmiany, stadny ped lemingow

Tak naprawde to one zabijaja innowacje.
Sztuka polega na tym, by na nie wpasc ;)

Marek Jędra Marek Jędra autor ma 24 podziękowania
 
#8
Ad #6:
No tak zgadzam się, chociaż taka moda na produkty/rozwiązania może zadziałać w sektorze produktów masowych. Ja raczej miałem na myśli interakcje w naszych logistycznych realiach b2b. Tutaj trudno chyba o modę na regały, wózki, usługi magazynowe, etc. określonego dostawcy.
Ale to chyba akurat dobrze, bo moda bazuje na sferze bardziej emocjonalnej, mniej analitycznej. A my przecież w naszym codziennym biznesowym życiu uważamy że każdą decyzję podejmujemy po dogłębnej analizie i na podstawie najnowszej na ten temat fachowej wiedzy :)

Marketing jak wiele dziedzin świata tego staje się z dnia na dzień coraz mniejszą tajemnicą. Pewnego dnia wiedza na jego temat będzie zapewne tak powszechna że świat o nim zapomni :) Wtedy wygrają Ci, którzy zaproponują innowacyjne podejście do sztuki interakcji z klientem...
Ups... przepraszam... wtedy już może nie będzie ani klientów ani prosumentów, tylko może np. comfortmenci, intelektualmenci... albo może statystykalmenci :)

Ad #7:
Z tego co czytam wnioskuję, że standaryzacja nie zabija zawsze innowacji, ale jeżeli już to robi to dzięki siłom opisanym w punktach a-d. Z wszystkimi punktami się zgadzam. Powoli zaczyna nam się z dyskusji rodzić jakiś zarys definicji problemu. "Czy zabija - kiedy zabija - jeżeli tak to dlaczego..." Super ! :)

Zakładam jednak, że jesteśmy w dyskusji świadomi faktu, iż spora część innowacji, które przyczyniły się do sukcesu różnych firm nie miała charakteru rewolucji (skrajnych nowości), a jedynie były jakąś drobną rozbudową istniejącego stanu. Jakimś malutkim krokiem do przodu, który w momencie popełnienia nie był traktowany jako rewolucyjna innowacja tylko jako próba albo wręcz konieczność.

Jeżeli więc nie przebiły się wszystkie takie drobne udoskonalenia, czy zatem nie warto do powyższej listy (#7) dodać jeszcze umiłowania homo sapiens do komfortu i wygody osobistej ??? :) No bo skoro wszystko w firmie kręci się OK to po co eksperymentować ??? Przecież o wiele łatwiej znaleźć tysiąc argumentów że takiej zmiany (innowacji) nie potrzebujemy niż uruchomić projekt takiej innowacji...

pozdrawiam :) mj

Michał Dydak Michał Dydak autor ma 2 podziękowania
 
#9
Marek Jędra (2010-04-26 21:24:23)A[...](#7) dodać jeszcze umiłowania homo sapiens do komfortu i wygody osobistej ??? :) No bo skoro wszystko w firmie kręci się OK to po co eksperymentować ??? Przecież o wiele łatwiej znaleźć tysiąc argumentów że takiej zmiany (innowacji) nie potrzebujemy niż uruchomić projekt takiej innowacji...pozdrawiam :) mj
Alez jest dodane, choc w szerszej wersji :)
a) szeroko rozumiane lenistwo umyslowe czlowieka, gdzie jako potencjalni odbiorcy uslugi czy tez produktu nie szukamy odpowiedzi na slawetne pytanie "what if...?" i zadowalamy sie tym, co maja wszyscy

Marek Jędra Marek Jędra autor ma 24 podziękowania
 
#10
Ad #9
No tak... Rzeczywiście... Zagalopowałem się :)
Jakoś mi się wydawało że lenistwo umysłowe to zupełnie coś innego niż komfort i wygoda ale po zastanowieniu zgadzam się że to ta sama grupa pobudek :) m.

Aby dyskutować na forum, należy się zalogować.

Zgłoś naruszenie wpisu w dyskusji Czy aby na pewno śnieg musi mieć temperaturę -7 st. C. ???

Możesz teraz zgłosić wybrany wpis do moderacji, jeśli uważasz, że narusza regulamin lub zasady dobrego wychowania.
Nasi moderatorzy sprawdzą Twoje zgłoszenie.

Zgłaszany wpis

Powód zgłoszenia