Napięcia geopolityczne zmuszają co drugą firmę do poszukiwania alternatywnych tras
W obliczu utrzymujących się napięć geopolitycznych na Bliskim Wschodzie co druga firma w Europie i na innych kluczowych rynkach światowych zaczęła poszukiwać alternatywnych tras transportowych lub przewoźników – wynika z badania międzynarodowej firmy ubezpieczeniowej i zarządzania ryzykiem Allianz.
Eksperci zwracają uwagę, że choć w pierwszej kolejności zakłócenia dotykają transportu morskiego, ich konsekwencje nieuchronnie przenoszą się również na transport drogowy. Opóźnienia w dostawach morskich wymuszają bowiem zmiany w planach transportu lądowego. Jest to szczególnie istotne dla Polski, której przewoźnicy drogowi są liderami w Unii Europejskiej pod względem pracy przewozowej.
W badaniu analizującym wpływ wydarzeń geopolitycznych na handel międzynarodowy i transport towarów wzięło udział ponad 6 tys. firm z krajów europejskich, a także ze Stanów Zjednoczonych, Chin i innych kluczowych rynków światowych. Pozwala to szeroko ocenić, w jaki sposób przedsiębiorstwa na różnych rynkach reagują na zmiany geopolityczne.
Rosnące znaczenie geopolityki potwierdzają również inne wyniki badania. Obecnie niemal dwie trzecie firm uznaje ryzyko geopolityczne i polityczne za największe zagrożenie dla biznesu, podczas gdy rok wcześniej wskazywała na nie około połowa przedsiębiorstw. Pokazuje to, że firmy coraz częściej przygotowują się nie na szybki powrót do normalności, lecz na dłuższy okres podwyższonej niepewności.
Opóźnienie ładunku lub poszukiwanie alternatyw może zmienić cały łańcuch logistyczny
Choć konflikty na Bliskim Wschodzie w pierwszej kolejności wpływają na transport morski, ich konsekwencje często przenoszą się również na logistykę lądową. Przykładowo, jeśli kontener dotrze do portu nie w pierwotnie planowanym terminie, lecz tydzień później, automatycznie przesuwa się termin jego rozładunku, zmienia się czas załadunku w fabryce lub magazynie, a firmy transportu drogowego muszą na nowo planować trasy i zlecenia. W takich sytuacjach często konieczne jest przesunięcie pojazdów, zmiana harmonogramów pracy kierowców, ponowne wyliczenie przewidywanego czasu przyjazdu (ETA), zmiana kolejności realizacji zleceń oraz poinformowanie klientów o nowych terminach dostaw.
Dla Polski temat ten jest szczególnie istotny, ponieważ krajowi przewoźnicy pozostają liderami unijnego rynku drogowego transportu towarów. Według najnowszych danych Eurostatu w 2025 r. praca przewozowa w drogowym transporcie towarów w Polsce wyniosła 381 mld tonokilometrów, co odpowiadało aż 20,2 proc. całkowitej pracy przewozowej w UE.
Jak zauważa Tomas Sergadejevas, prezes Fleethand, firmy tworzącej rozwiązania do zarządzania transportem, w takich sytuacjach przedsiębiorstwa transportowe mogą być zmuszone do szybkiego przeplanowania całej trasy.
– Często zakłada się, że zakłócenia w transporcie morskim dotyczą wyłącznie firm żeglugowych, jednak w rzeczywistości ich skutki może odczuć cały łańcuch dostaw. Kiedy zmienia się termin dotarcia ładunku lub nieprzewidziane okoliczności wymuszają korektę planu logistycznego, dla firm transportu drogowego kluczowa staje się zdolność do jak najszybszego dostosowania się do nowej sytuacji – mówi Tomas Sergadejevas.
Jedna zmiana może wpłynąć na plan całego dnia
Zmiana godziny załadunku lub rozładunku czy wydłużenie trasy zazwyczaj oznacza dla firmy transportowej znacznie więcej niż jedną korektę. Im więcej takich zmian, tym więcej decyzji trzeba podjąć w krótkim czasie. Dlatego dla polskich firm transportowych coraz ważniejsze stają się narzędzia pozwalające szybko ocenić sytuację i ograniczyć efekt domina związany z kolejnymi opóźnieniami.
– W przypadku nagłych i nie zawsze możliwych do przewidzenia zmian firma transportowa musi w bardzo krótkim czasie ocenić, jaki wpływ będą one miały na plan całego dnia. W takich sytuacjach kluczowy jest czas – im mniej czasu trzeba poświęcić na zbieranie informacji z różnych systemów, tym sprawniej można podejmować decyzje. Dlatego coraz większego znaczenia nabierają nowoczesne technologie cyfrowe, które gromadzą wszystkie najważniejsze informacje w jednym miejscu i pomagają automatyzować procesy planowania. Dzięki temu spedytorzy i dyspozytorzy mogą poświęcić więcej uwagi podejmowaniu decyzji, zamiast tracić czas na rutynowe sprawdzanie danych – Tomas Sergadejevas.
Zdolność do szybkiego przeplanowania staje się przewagą konkurencyjną
Zdaniem prezesa Fleethand niepewność geopolityczna najprawdopodobniej pozostanie w najbliższych latach jednym z najważniejszych czynników wpływających na międzynarodową logistykę. Oznacza to, że firmy transportowe coraz częściej będą musiały działać w stale zmieniających się warunkach.
– Wcześniej największy nacisk kładziono na to, jak zaplanować trasę w możliwie najbardziej efektywny sposób. Dziś, ze względu na sytuację geopolityczną, równie ważne jest to, jak szybko można zmienić plan, gdy zmienia się termin dotarcia ładunku, trasa w łańcuchu dostaw lub inne okoliczności. W przyszłości przewagę konkurencyjną będą miały nie tylko największe floty transportowe, ale również te firmy, które potrafią szybko podejmować decyzje i skutecznie zarządzać zmianami – mówi Tomas Sergadejevas.
W międzynarodowej logistyce coraz mocniej utrwala się podejście, zgodnie z którym łańcuchy dostaw powinny być nie tylko efektywne, ale również odporne na nieprzewidziane zakłócenia. Dlatego w przyszłości liczyć się będzie nie tylko dobrze przygotowany plan, lecz także zdolność do jego szybkiej korekty w odpowiedzi na zmieniające się okoliczności.